Nowa sztuka
Jan Przyłuski
13-08-2001
Nowa sztuka
Wrażliwość ponowoczesna pozostaje nieokreślona. Nie można nawet sensownie zanegować jej istnienia. A mimo to nadal jej poszukujemy choć na przeszkodzie stają wątpliwości, że "wszystko już było" (najpóźniej u Lukrecjusza!), "dalej już nic", albo sentymentalne "to se ne vrati".
Dzieci lat siedemdziesiątych nie cechuje już ani melancholiczny nihilizm ani kontrkulturowy bunt charakterystyczny dla dwóch wcześniejszych pokoleń. Bez patosu! Owszem buntujemy się, kpimy i daleko nam od jakichkolwiek stosunków wyznawczych wobec tradycji, ale ważniejsze zdaje się być to, że w naturalnym dla każdego człowieka procesie oswajania rzeczywistości nauczyliśmy się stosować cudzysłów. Cytować, a przez to "odnawiać znaczenia". W dawnym arcydziele odnaleźć wzór, matrycę, archetyp nawet, choć ten kryje się tylko w arcymistrzowskich ujęciach, które przez jego obecność stają dziełami genialnymi. W nim i przez niego doświadczenia najbardziej osobiste, całe procesy psychiczne, dynamika ludzkiej duchowości stają się obrazem.
Dziś tradycja i historia "zapadają się w teraźniejszości", a aktualizacja przeszłości zależy tylko i wyłącznie od nas i naszych wyborów. Jesteśmy jak dzieci, które adoptują rodziców. Korzystamy z przeszłości, eksploatujemy ją, czasem wyzyskujemy, lecz nie ma w tym nic perfidnego czy wyrachowanego, dopóki dopóty dzieje się to z miłością i szacunkiem. W dawnych przedstawieniach możemy szukać własnych emocji, mimo iż czas wybarwił je z konkretności a pozostawił formę, abstrakcję, ideę, uniwersalium. Wolno nam buszować w ikonosferze, bo jest ona poniekąd również naszą własnością. Bawić się. Przebierać swoje emocje w dawne kostiumy. Opowiadać cudzymi słowami własne historie. Można to robić na wiele sposobów.
Klasyczna kompozycja, pop-artowa technika, postacie - najbliższe artystce osoby: brat, przyjaciele. Trzy warstwy strukturalne integralnie zespolone w jedną wymowną całość. Precyzyjnie wybrane, skonstruowane niczym literatura inżynierska grupy Oulipo, są jednak, to zapewne jeden z paradoksów nowej wrażliwości, sztuką przeżytą a nie zmyśloną. Tę sztukę trzeba czytać pamiętając o tym, że gra tradycji z kulturą masową, figury-ikony w komiksowym przebraniu, które pozostawione na tym etapie byłyby odczytane jako modny pastisz, nasączono żywą codziennością, prywatnością. To intymne doświadczenie artystki odnajduje swój wyraz i emocję w oparciu o kompozycje już powstałe. Pod koniec osiemnastego i na początku dziewiętnastego wieku ustawianie i "odgrywanie" scen ze słynnych obrazów malarskich było jedną z zabaw wykształconej i zamożnej burżuazji. Druga połowa ubiegłego stulecia miłująca się w sięganiu w przeszłość, tworzyła ironiczne lub obrazoburcze układanki z wyświechtanych obrazów. W sztuce początku XXI- ego wieku w tego rodzaju praktykach artystycznych opozycja klasyka-kultura masowa zostaje przełamana przez intymność. Znamienna to cecha dzisiejszej twórczości, tak silnie osadzonej w sekretach bezpośredniego doświadczenia artysty, że niekiedy blisko jej do ekshibicjonizmu.
Od czasu kiedy zrozumieliśmy, że wszelka percepcja jest interpretacją, że do każdego dzieła sztuki można podejść jak do pokazu cudzej działalności percepcyjnej, sztuki wizualne stały się niejako wglądem w rzeczywistość Innego jego własnymi oczami. Sytuacja spotkania ze sztuką może więc stać się, o czym stale się mówi, szansą spotkania z Nim, jak można by przypuszczać, bez obciążeń dyskursywizacji. To jedna z możliwości docierania do źródeł dzisiejszej wrażliwości - wersja subiektywistyczna. Drugą jest zapośredniczenie przez kulturę i język - metoda społeczna i dialogowa.
Obrazy, które mają najsilniejsze pozycje w ikonosferze przestają być sytuacjami estetycznymi, stają się czymś więcej niż alegorie. To wyobrażenia, które tak głęboko osadziły się w świadomej i nieświadomej pamięci zbiorowej, że stały się tworzywem naszych myśli, klatkami naszych wewnętrznych filmów. Michał Anioł, David, Manet, Hockney. Czy kryją w sobie pierwiastek uniwersalności? O to nie trzeba pytać w momencie gdy jako elementy naszych układanek zachowają swoją wyrazistość, rozpoznawalną odrębność konstrukcyjną i informacyjną. Żywotność przedstawienia. Jego aktywność. Skuteczność - oto co jest pierwsze.
Abstrakt podszyty konkretem, historia codziennością, a idea emocją. Oba poziomy "pracują". Cytat jest kamuflażem, a jednocześnie nim nie jest. Nowa twórczość to niepowtarzalna szansa do obserwacji sytuacji przekazu estetycznego w którym twórca i spektator to ludzie tego samego czasu. Ten fakt pozwala mi na te spostrzeżenia, zbyt proste, za bardzo manifestacyjne, nieznośnie osobiste.
* * * * * * * *
W całym cyklu, od obrazu na bazie Piety począwszy, a na Panu i Pani Clark i Percy Davida Hockneya kończąc, najważniejsze jest "tu i teraz", moment, zatrzymanie akcji charakterystyczny dla portretu. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że wzrok wszystkich postaci nie drąży wcale oglądającego, spojrzenie "nowej" Olimpii jest puste, bez znaczenia. Oczy "dzisiejszego" Marata utkwione jak w ekranie włączonego telewizora. Po chwili ujawnia się przede mną dziwna zależność: czy to aby na pewno ja patrzę na obraz, czy on przygląda się mnie? Czy to suche spojrzenie to nie ja właśnie? A może gdy popatrzeć "inaczej" coś się wydarzy, coś zmieni, coś odkryje? Ciągle te same pytania. Patrzę i szukam nowych znaków . Może wrażliwość to pewna gotowość? A może lepiej tylko patrzeć i czekać.